Siedzę i patrzę

A na kogo patrzę? Na moje dziecko. Wiele razy przeczytałam wpisy młodych mam, że nie mają czasu na prysznic, ciepłą kawę czy inne podstawowe zdawało by się rzeczy – bo cały czas opiekują się swoimi niemowlakami. I muszę Wam przyznać – że nie znam takiej sytuacji. Ja przy obu moich dzieciach – bynajmniej na razie tak jest i mam nadzieję – się to nie zmieni – nie doświadczyłam takiego permanentnego braku czasu na siebie. Ok – czasem jest tak – że nie można się samemu do łazienki ruszyć – ale takie są uroki macierzyństwa. Na kawę i prysznic zawsze znalazłam chwilę – choćby jak maluszek spał. I nie do końca mogę zrozumieć przez to te wiecznie zmęczone mamy z zapuchniętymi oczami. Nie wiem – czy one użalają się nad sobą, czy nie umieją sobie poradzić z tym małym człowiekiem, czy są po prostu ofiarami losu, a może ich dzieci są zdecydowanie bardziej wymagające od moich? Ja powiem wam – że w czasie urlopu macierzyńskiego – nadrabiałam wszelkie zaległości – np wywoływanie zdjęć z kilku lat wstecz czy remont domu. Dobudowywaliśmy garaż na posesji i kupowaliśmy tanie blachy  – a ja nie dość że znalazłam ekipę, zrobiłam zakupy, to jeszcze wszystkiego doglądałam i dzieckiem na rękach. Ale dało się? Dało:) Na ogarnięcie facebooka też miałam czas;)